Irbis – Lew Śnieżny z Himalajów. Mit, który przetrwał tysiąclecia

JULIA CHYĆKO

W najdzikszych, niemal niedostępnych zakątkach Himalajów, gdzie człowiek wciąż pozostaje tylko gościem, krąży opowieść o tajemniczym stworzeniu. Irbis, zwany także “Lwem Śnieżnym”, według lokalnych pogłosek jest strażnikiem gór, istota, która ukazuje się tylko nielicznym wybrańcom. Dla jednych to opiekuńczy duch gór, dla innych – zagubione ogniwo w łańcuchu ewolucji. Czy Irbis to tylko symbol? A może faktycznie istnieje, wymykając się aparatom i pułapkom fotograficznym naukowców?

Lew, który nie jest lwem

Opowieści o Irbisie są głęboko zakorzenione w tradycjach mieszkańców Tybety, Nepalu i Bhutanu. Warto pamiętać, że słowo “irbis” bywa również uważane za określenie pantery śnieżnej (Panthera uncia). Jednak Lew Śnieżny z legend to zupełnie inna historia.

Według miejscowych wierzeń Irbis przypomina olbrzymiego kota o niemal świetlistym, jasnym futrze i rzadkich cętkach. Jego znak rozpoznawczy to długa, lwiopodobna grzywa. Ma być spotykany wyłącznie na stromych, skalnych ścieżkach, często powyżej 5 tys. metrów nad poziomem morza.
Mistyczny przewodnik i symbol

Lokalni mnisi, pasterze i przewodnicy przypisują Irbisowi niemal mistyczną rolę. W tybetańskich opowieściach uchodzi za duchowego przewodnika, który ukazuje się tym, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie, zagubili się w sobie lub stoją na granicy życia i śmierci. Spotkanie z Irbisem może być omenem, ale też formą wewnętrznego przebudzenia.

W buddyzmie tybetańskim zwierzęta mają głębokie znaczenie symboliczne. Choć Lew Śnieżny nie figuruje w oficjalnym panteonie, bywa przedstawiany na tradycyjnych malowidłach (thangkach) jako śnieżnobiały lew wspinający się ku niebu wśród chmur i śniegu. Symbolizuje duchową czystość, gotowość do podjęcia wyzwań i odwagę.

W ludowych opowieściach Bhutanu i północnego Nepalu Irbis to także strażnik wysokogórskich przełęczy, który pojawia się wtedy, gdy człowiek próbuje zbyt głęboko wtargnąć w terytorium nienależące do ludzi.

Tropem śnieżnego lwa

Choć legenda Irbisa brzmi jak baśń, niektórzy badacze dopuszczają myśl, że może ona mieć w sobie ziarnko prawdy. Bywało, że lokalni przewodnicy opowiadali o obserwacjach “białego kota z grzywą”, wyraźnie większego od klasycznej pantery śnieżnej. W 2023 r. nepalska ekstradycja badawcza z Uniwersytetu Tribhuvan odkryła ślady nieznanego dużego drapieżnika na wysokości 5400 m n.p.m. Zebrane próbki sierści wykazały tylko częściowe podobieństwo do Panthera uncia, przy czym stwierdzono mutacje niespotykane u znanych podgatunków.


Mit czy złudzenie optyczne?

Niektórzy antropolodzy sugerują, że Irbis może być efektem wielopokoleniowego zniekształcenia obserwacji prawdziwych zwierząt – np. pantery śnieżnej widzianej w wyjątkowym świetle czy w śnieżnej zamieci, co mogło dadać jej mistyczny wygląd. Nie sposób wykluczyć także wpływu dawnych przekazów ustnych, które przez wieki upiększały i przekształcały prawdziwe doświadczenia.

Dziś, w erze satelitarnych zdjęć, Irbis wciąż pozostaje nieuchwytny. Nie ma wiarygodnych zdjęć, materiałów filmowych, a nawet wiarygodnych relacji naocznych świadków spoza lokalnych społeczności. Mimo to legenda nie umiera – wręcz przeciwnie, inspiruje podróżników, duchowych pielgrzymów i badaczy mitów.


Ostatnia wielka tajemnica Himalajów

Coraz częściej Irbis pojawia się w książkach, filmach dokumentalnych i literaturze ezoterycznej. Dla jednych to symbol ucieczki od cywilizacji, dla innych – dowód, że świat wciąż kryje zagadki, których nauka nie potrafi wyjaśnić. Lew Śnieżny pozostaje stworzeniem na granicy: między legendą a faktem, między zoologią a duchowością. Choć nie ma twardych dowodów na istnienie, nie sposób wykluczyć, że gdzieś tam – wysoko, wśród lodowców i skał – wciąż skrywa się przed naszym wzrokiem. Być może Irbis istnieje naprawdę. A może po prostu bardzo chcemy, żeby istniał – bo przypomina nam, że nie wszystko musi zostać odkryte, by było prawdziwe.